W moich zasobach natknęłam się ostatnio na kawałek lnu, który pieczołowicie przechowywałam. Kiedyś przed laty znalazłam go na strychu naszego starego domu. Otóż jest to kawałek tkaniny z ręcznie przędzionej nici z prawdziwego lnu. Nitka jest niejednakowej grubości, widać ręczną robotę. Nawet w niektórych miejscach udało mi się znaleźć okruszek tzw. paździerza. Tkanina jest szorstka w dotyku i dosyć ciemna. Dla mnie taka szmatka jest na wagę złota, to prawdziwy skarb. We współczesnych czasach autentyczny len???? To są nici, przędzione ręcznie w warunkach domowych na kołowrotku, następnie oddawane były do tkacza, który zamieniał je w tkaninę. Potem poddawana ona była bieleniu a może nawet innym zabiegom. I co można z tego uszyć, żeby podkreślić wyjątkowość tej tkaniny?
Tylko kartkę, która nigdy nie zostanie wysłana. No, może zostać podarowana jakiejś zakręconej pasjonatce w wyjątkowym przypadku......
Mereżka robiona też nićmi lnianymi, do tego przyszyte wiekowe drewniane guziki. Trochę ta koronka mi nie pasuje kolorystycznie, zresztą tutaj w ogóle nic mi nie pasowało. Tylko ten kawałek lnu ze swoją wyjątkową fakturą i urodą, ale kartka wówczas byłaby niezwykle skromna......
I jeszcze jedna:
Spód:
Pozdrawiam nowych obserwatorów mojego bloga. I wszystkich zaglądających, miło mi Was wszystkich tutaj gościć:)))))
Dziękuję za budujące i pełne serca komentarze :))))))


